Dziś mija dokładnie miesiąc od momentu, gdy zdecydowałam się wrócić do biegania. Decyzja ta nie była prosta, a strach spowodowany nawrotem kontuzji w tym nie pomagał. Mimo wszystko zdecydowałam się jednak na nowo zmienić moje życie. Pierwszy miesiąc biegania za mną. Czy udało mi się osiągnąć jakieś efekty? 

Dla osób, które jeszcze mnie nie znają przypomnę, że przez ostatnie dwa lata z powodu kontuzji kolana, byłam wyłączona z aktywności fizycznej. Bo nie zaliczałabym do niej zajęć rehabilitacyjnych. Oznacza to, że moja kondycja oraz ciało miesiąc temu były na poziomie osoby startującej od zera. Przez taki czas organizm na prawdę potrafi zapomnieć o tym, że kiedyś trenował. Pech chciał, że przez brak ruchu oraz powrót do niezdrowych nawyków żywieniowych nabrałam niepotrzebnych kilogramów.

Ten wpis przygotowałam specjalnie dla osób, które dopiero chcą zacząć biegać, ale nie wiedzą czy to coś zmieni w ich życiu. Zaraz przekonasz się czy w miesiąc udało mi się cokolwiek osiągnąć.

Jak to wyglądało?

W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się podnieść z kanapy i wyjść na biegowy trening 14 razy. Może nie jest to dużo, ale nie chciałam przeciążyć organizmu i zdecydowałam się na małe przerwy pomiędzy treningami. Poza samym bieganiem 2 razy wyszłam pojeździć na rowerze, jednak dystanse były śmieszne (raz 6 km, drugi coś około 11km z przerwą). W tym czasie nie wykonywałam żadnych innych ćwiczeń. Oznacza to, że jeśli coś się u mnie zmieniało to tylko dzięki bieganiu.

Pierwsze bieganie

Zdecydowałam się zacząć od dystansu 3KM. Miałam nadzieję, że uda mi się powoli przebiec całą trasę. W końcu nie jest to jakiś bardzo długi dystans. Nawet nie wiedziałam wtedy jak bardzo się myliłam. Trening składał się na zmianę z podbiegania i marszu. Średnie tempo wyniosło 8:50 co spowodowało ukończenie treningu w czasie 26:39. Duże zmęczenie, kolka i problem z oddechem. Tylko tak mogę podsumować tamten dzień.

Po wszystkim dopadły mnie takie zakwasy, że mimo prób nie udało mi się przez kilka dni wykonać żadnego treningu. Moje mięśnie przypomniały sobie co to znaczy wysiłek i chciały mnie za to ukarać. Wychodząc po kilku dniach na drugi trening dalej czułam się obolała. Ale po kilku uwagach, które dostałam od mojego partnera, bardziej starałam się trzymać odpowiednią pozycję i ograniczyć ruchy rękami. W ten sposób na kolejnym treningu udało mi się przebiec już trochę więcej. Średnie tempo spadło do 8:06 co przełożyło się na wynik 24:21. Następnego dnia zdecydowałam się, że nie będę się poddawać i wyjdę rozbiegać zakwasy. Pogoda tego dnia była łaskawa, był przyjemny chłody wieczór, dzięki czemu łatwiej było mi oddychać. W życiu bym się tego nie spodziewała, ale już na 3 treningu udało mi się zejść ze średnim tempem do 7:59. Od pierwszego wyjścia urwałam prawie 3 minuty. Nawet nie potrafię opisać jaka byłam szczęśliwa.

Małe sukcesy w pierwszym miesiącu biegania

Już podczas piątego treningu udało mi się przebiec ciągiem całe 3KM. Nie potrafię opisać zmęczenia jakie czułam po tym treningu, ale z pewnością zadowolenie z wyniku sprawiło, że o nim nie myślałam. Tego dnia udało mi się pokonać ten dystans w czasie 22:14, który jak się później okazało na kilka treningów stał się dla mnie blokadą nie do przeskoczenia.

Wiedziałam, że szybko nie uda mi się pokonać tego wyniku, dlatego na kolejnym (szóstym) treningu zdecydowałam się dorzucić 1KM. Łatwo nie było, a brak rozciągania po wcześniejszych biegach przełożył się na skurcz łydki. Właśnie przez to moje 4KM wykonałam marszo-biegiem. Było to małe wyzwanie, a średnie tempo nie było już tak zadowalające. Traktuje to jednak jako mały  sukces bo to mój pierwszy 4KM dystans.

Duże sukcesy w pierwszym miesiącu biegania

Teraz pochwalę się czymś co uważam za mój największy sukces. Pamiętam, że tego dnia strasznie lało i nie chciało mi się wstawać z kanapy. Jednak mój partner dał mi wtedy małego motywacyjnego kopa i zachęcił do mojej pierwszej aktywności na deszczu. Muszę się przyznać wprost, nigdy przez całe życie nie wyszłam uprawiać sportu w trakcie deszczu. To był mój pierwszy raz. Nie chciało mi się, ale zarzuciłam na siebie bluzę i schowałam telefon w wodoodporny pasek. Za cel postawiłam sobie pokonanie całych 3KM w równym tempie. Okazało się, że mimo tego deszczu oddychało mi się niesamowicie dobrze, a organizm się tak szybko nie męczył. W miejscu gdzie normalnie zawracałabym do domu, dałam znać Rafałowi, że dziś zaszalejemy i lecimy na 5KM. Po 4KM pojawił się mały kryzys, ale mimo to udało mi się przebiec całe 5KM! Ani razu nie zwolniłam, ani nie przeszłam do chodu. Na koniec jeszcze mimo strasznego zmęczenia, zmotywowałam się do małego sprintu, aby wyrobić się w czasie poniżej 40min.

Po tych 5KM zdecydowałam się jednak na spokojnie wrócić do mniejszych dystansów i dalej przyzwyczajać organizm do regularnych treningów. Kolejne treningi to były same dystanse 3KM. W większości bardzo zbliżone do czasu 22:14, którego długo nie udało mi się pokonać. W końcu jednak zdecydowałam się zaszaleć i zamiast biegać całość bez zatrzymania, wykonałam interwał. Dałam z siebie 100%. A to przełożyło się na nowy rekord. Udało mi się zamknąć z czasem poniżej 21 minut!

Podsumowanie pierwszego miesiąca biegania

Wiem, że po moich wynikach nie widać, że kiedyś już biegałam. Obecne czasy wstyd położyć obok moich dawnych rekordów. Powiem Wam jednak, że dla osoby, która 2 lata temu usłyszała od lekarzy, że nigdy nie wróci już do treningów biegowych, jest to olbrzymi sukces. Postanowiłam postawić grubą kreskę i zapomnieć o tym jak biegałam kiedyś. Moją historię biegową buduję teraz od zera. W ciągu tego miesiąca udało mi się zgubić prawie 3kg. Mam też więcej energii i lepiej mi się śpi.

Dlatego jeśli zastanawiacie się czy miesiąc biegania coś zmieni, na moim przykładzie możecie się przekonać, że tak! Zaledwie 14 treningów. Udało mi się przebiec bez zatrzymania 5KM i obniżyć mój czas na dystansie na 3KM aż o 5:40! 🙂

Dacie znać czy taka forma podsumowań Wam się podoba? Jeśli tak to co jakiś czas chętnie pokażę Wam jak wyglądają moje postępy. Mam też nadzieję, że ten wpis zmotywuje do biegania wszystkie osoby, które zastanawiają się czy warto!

Moja biegowa przygoda rozpoczęła się zupełnie przypadkiem. Mimo walki z oddechem i własną psychiką pokochałam czas spędzony na trasie. Teraz wracam do formy po kontuzji kolana, więc cieszę się z każdego dodatkowego kilometra, który jestem w stanie przebiec bez zatrzymania się.